sevigny blog

Twój nowy blog

Czego bym tu teraz nie napisala, to i tak, kiedy zajrzę tu za parę miesiecy stwierdze
ze to glupota jakas koszmarna. Tak samo teraz, patrze na te notki z wakacji, i mam
ochote je wszystkie wykasowac. Ale nie, nie bede sie tego wstydzic. Tego ze bylam glupia!
teraz tez zapewne jestem, ale stwierdze to z cala pewnoscia za jakis czas.
Wiec nie kasuje. I pisze.
Pisze dlatego, ze dosyc juz mam towarzysta Pana Białostockiego i Pana Tatarkiewicza.
Zeby nie bylo, ja ich naprawde bardzo cenie. Ba! Ja ich lubie nawet.
bardzo lubie. Jak czasem miewam przebłyski takie, to twierdze ich uwielbiam.
Niemniej jednak,co za duzo to niezdrowo.
Generalnie, duzo rzeczy zawsze robie, ktorych bym nie robila, bo za leniwa jestem,
ale jak sie zaglebiam w te dzieje szesciu pojec , to po jakims czasie sie poddaje
i ide malowac. Wczoraj malowalam. Czy Wam tez sie tak zdarza ze jak malujecie to
wkladacie te cholerne pedzelki do kubka z herbaty zamiast do kubka z woda?
Ja tak zrobilam wczoraj z 5 razy.koniec koncow z tworu mojego nie jestem zadowolona,
ale nie dziwi mnie to wcale, bo nigdy nie jestem( zadowolona) i potem obdarowuje
tymi potworkami moich przyjaciol, rodzine i znajomych, a oni sa zbyt uprzejmi
zeby je wyrzucic.
wiec
wiosna przyszla i czuje sie w sumie tez bardzo wiosennie.Wietrznie bylo bardzo
w zeszlym tygodniu,ale widok moich kolorowych spodnic i wszystkich innych tasiemek
rozwiewanych przez wiatr jest estetycznie pozytywny i raczej cieszy.
o! wlasnie. a propos. jest jedno co mi psuje humor. ( uwaga, teraz przestaje
byc kulturalna) Ja pierdole, w srode kolo poludnia, zawsze mam ochote umrzec!
Wiecie dobrze dlaczego. Siedze w tym pierwszym rzedzie, rysuje te swoje glowki
ksiezniczek, ale i tak nie daje rady. no nie daje. I tylko wbijam sobie dlugopis
w udo zeby nie upasc i nie zemrzec, no. ( tak jak markiza de m. uczyla zeby
wbijac sobie widelec w dlon i usmiechac sie promiennie)
Ale zeby nie bylo, czuje sie naprawde swietnie. Jak wielki, stateczny slon.
Niesamowite poklady sily wewnetrznej odnalazlam w sobie, zaskakuje mnie to
niezmiennie. To taka sloniowa sila wlasnie. Wiem ze to nie jest moze zbyt
fortunne porownanie, ale tak czuje wlasnie. Tak wiec, jest wiosna,
ja czuje sie jak oaza spokoju (ale ta prawdziwa, nie faramorgana)
duzo czytam, duzo ogladam, duzo bywam, duzo slucham i patrze, i w ogole wszystkiego
duzo duzo.
Z kulturalnych refleksji- ogladalam sobie wczoraj ‚marzycieli’
bo kiedys sobie uroilam ze to musi byc dobry film i szczerze powiedziawszy,
mocno sie rozczarowalam. Przyznaje, wole prostsze w przekazie formy, wiec
duzo bardziej podobali mi sie zaplatani :))
(ale ja mam straszna slabosc do bajek,wiecie to, wzruszam sie zawsze na nich strasznie)
Z ksiazkowych rzeczy, niezmiennie od jesieni,prawie tylko henrego jamesa czytam,
ktorego szczerze polecam kazdemu. Bo to chyba najbardziej niedoceniany XIX wieczny
autor jakiego znam. To w ogole pozytywna rzecz, bo jak wiecie,jeszcze pol roku temu
troche sie miotalam z tymi ksiazkami ( jak to sie ladnie mowi, ‚bylam poszukujaca:)’
tak teraz, wydaje mi sie ze znalazlam chwilowa, bezpieczna i mila przystan.
Strasznie mnie zmeczyly te wszystkie wspolczesne, ambitne, uznawane ksiazki.
Bo wiecie jakie one sa. Albo ktos ma raka, albo jest gejem, albo czarnym. Albo czarnym
gejem z rakiem i oczywiscie wszystko musi sie bardzo zle skonczyc, i wszyscy musza
umrzec albo sie zestarzec. Albo zestarzec sie i umrzec. Kurwa, zero przyjemnosci.
No wiec odnalazlam sie z przyjemnoscia w scenerii belle epoque.i do tej pory
w tamtej czasoprzestrzeni przebywam.
koniec na dzisiaj, bo i tak sie za bardzo rozpisalam, Caly ten
niekontrolowany chaos wyplulam z siebie za jednym zamachem, nastepnym razem
sprobuje to troche uporzadkowac
nastepnym razem napisze wiecej o jamesie h, i o tym dlaczego nie podobala
mi sie wystawa feministek w zachecie, a uwierzcie mi, to tematy rzeki

Buziaczki misiaczki

Wasza Polinka

groove up!

Brak komentarzy

http://www.myspace.com/grooveupband

sluchajcie, oceniajcie!
(notka niedlugo:> )

zaczelam przed chwila ogladac nienasycenie grodeckiego z 2003. początek nie wróżył nic dobrego( cezary pazura(!) w roli ojca, w koszmarnej charakteryzacji- nawet nie śmieszny- żałosny), ale miałam nadzieję dobrnąć do końca, żeby wyrobić sobie opinię. poza tym, filmować witkacego…- brawo za odwage, więc bądzmy wyrozumiali… niestety, musiałam wyłączyc po 10 minutach. nie dałam rady. to było gorzej niż złe. właściwie to brakuje mi słów żeby opisać to co widziałam( tak, wiem, mam słaby warsztat, to dlatego). mój biedny witkacy przewraca się w grobie, wiem to. tak więc film- NIE, dla zachowania formalności- 0/6 gwiazdek:>
skoro już jestemy przy witkacym- muszę polecić 622 upadki bunga. właściwe mogę polecić wszystko co napisał. nawet ja nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, ale serwuje go sobie w małych dawkach. nie każdemu się podoba- jego pisarstwo jest równie chaotyczne, pokrecone i mroczne jak jego obrazy. cudowne. witkacy jest jedna z postaci którą na pewno musze poznac lepiej i głebiej. pewnie nawet przeczytam jakąś dobra biografie! bo tak ogólnie nie przepadam. za biografiami. przeczytałam ich bardzo mało. czytałam dużo o fridzie, ale to dlatego że chciałam wiedzieć o niej wszystko.teraz b. pozyczyl mi biografie balzaca. i zaskakujaco dobrze sie ja czyta. ( brawo panie zweig!)
miałam napisac o prostej historii, prawda? więc można obejrzeć ten film. i przy okazji wziąć sobie cos do czytania albo sprzatac kuchnie. akcja zerowa, ale to dobrze. nie lubie lyncha, przyznaje. ale w porownaniu z paroma jego filmami absolutnie-nie-do-obejrzenia prosta historia daje rade. nie lubie co prawda tego typu narracji i tego typu historii ale to dobry film- 3/6 – niech juz bedzie.
widziałam tez trade z ABC- warto zobaczyc jak rzeczywiscie radzi sobie w hollywood, nie tylko czytajac pudelka. film porzadnie zrealizowany, poruszony wazny temat, alicja gra dobrze, mlodzi aktorzy tez autentyczni, kevin kline troche sztywny. moze nie chcialo mu sie postarac sie bardziej w produkcyjniaku. w kazdym badz razie- do obejrzenia jesli przejmujecie sie globalnym ociepleniem, rzezia  koni , handlem ludzmi i tymi innymi okropnymi rzeczami (zabrzmiało cynicznie? boże, nie chciałam, wybaczcie, mam dzisiaj kiepski nastroj- adaś ma gluty do kolan i od rana marudzi bo ma stan podgoraczkowy- kto kiedys zajmowal sie chorym dwulatkiem – ten zrozumie) tak wiec- trade- 3/6 ( zwazcie na to ze to naprawde wysoka ocena:> )

a! mialam juz konczyc, ale widzielismy wczoraj z t. jestem sam, wiedziałam ze to bedzie dobry film, skoro gra tam sean pean- i był! bardzo dobry. wreszcie cos zaskakujacego, kurwa. temat wazny ( czy lekko uposledzony ale kochajacy ojciec potrafi zapewnic swojej coreczce wlasciwa opieke?) dakota fanning- boże, moglabym ja zjesc , taka jest slodka- no i genialna dziecieca gwiazdka- to bardzo ciekawe jak dalej potoczy sie jej kariera. moj werdykt-( uwaga,szaleje) 5/6:>

dobra, koniec na dzisiaj. placze juz za latem, tesknie za upalami. boze, za co….

caluje!

Wasza polinka
 

kocham upały! naprawde. wszystko jest mokre jak w I’m slave 4 u a pozniej przychodzi burza. cudowne.
jak obiecalam dzisiaj pare ksiazek i pare filmow.
1)
toni morisson odruch serca                 3/6
nobel 93′- gdyby nie to,  koszmarny tytuł i jeszcze bardziej pretensjonalna okladka( to juz wina wydawnictwa, jasne) skutecznie zniechecilyby mnie do czytania. ksiazka opowiadajaca o czarnoskorej niewolnicy zyjacej w nowym swiecie u schylku XVII wieku. nie bede streszczas fabuły, bo mi sie nie chce i jest przewidywalna do bolu .w kazdym razie- tresc ok, forma ciezka. wymaga skupienia , nie czyta sie latwo, ale warto, bo sama historia jest ciekawa. mamy zlych bialych panow, dobra indianke, dobrego bialego pana, ortodoksow religijnych, dobra czarna. nic nie zaskoczy. tak wiec- ksiazka dobra, ale widac nie w moim typie przez co nie moge naprawde nie moge ocenic jej na wiecej :>
poza tym
2)
zadie smith przedtawia ksiega innych ludzi                     4/6
lubie zadie, naprawde. zawsze bardzo ostroznie podchodzilam do tych mlodych autorow, ale zadie ladnie sie broni. i tak i tak nie o niej tym razem- zadie zaprosila spore grono lepszych (i gorszych) pisarzy anglojezycznych i kazala napisac nowelki o wymyslonych postaciach. nowelek jest w sumie 25, wiec do wyboru do koloru, pare bardzo dobrych (m.in. david mitchel judith castel- przezabawnie o tragicznym zyciu starej panny)pare calkiem niezlych, pare niewyobrazalnie zlych (patrz: nick hornby-co to w ogole kurwa bylo???- ale po nim akurat nie spodziewalam sie niczego dobrego…)  jesli ktos lubi krotkie opowiadania i chce poznac na raz i na szybko wielu liczacych sie wspolczesnych autorow- naprawde warto i polecam.

powinnam byc bardziej krytyczna w ocenach. gwiazdki sa jednak chujowe. np. wracajac do toni- wiem ze ksiazka jest dobra, ale nie podobala mi sie . dzieki bogu pisze tylko dla siebie ( Wy i tak tego nie czytacie) wiec moge byc niepoprawnie subiektywna. amen.

dzieki uprzejmosci m.(dziekuje kochana, raz jeszcze) – doplyw swiezutkich filmow do obejrzenia
dwa bardzo stare almodovary
3)
wysokie obcasy
z 91′                4/6
mamy wszystko co almodovarowskie- nieszczesliwa milosc, morderstwo, transwestytow, zagmatwane relacje matki z corka, plus , jako bonus, bardzo mlodego , uroczego javiera bardema w epizodzie. kocham bizuterie z tamtego okresu jest taka nieprzyzwoicie ogromna. i pewnie te cudne kolczyki przewazyly – film sie podobal. zreszta almodovar w ogole mi sie podoba, dobrze, przyznaje. te stare filmy szczegolnie, nowe nie. to zawsze jest ta sama historia, tylko nieznacznie zmienia sie scenografia i aktorzy, ale czemu nie? almodovarowski sitcom- ok. to sie po prostu dobrze oglada. bardzo lubie nieszczesliwe kobiety w mocnych makijazach i na wysokich obcasach , a pedro opowiada o nich z taka miloscia…
4)
 prawo pożądania 87′                3/6
znowu:kolorowe dewocjonalia, kolorowi transwestyci, nieszczesliwa milosc ( tym razem w wersji homo), morderstwo. zaskoczeni?:>
jako bonus: bardzo mlody antonio banderas w roli psychopatycznego ( ale jakze oddanego…) kochanka.
nie bylo kolczykow wiec podobal mi sie troszke mniej. ale i tak- dobrze sie ogladalo.

na dzisiaj koniec, bo mam jeszcze jeden film do obejrzenia na dzisiaj-
jutro prosta historia i …… nie wiem jeszcze, moze cos z czasow zamierzchlych, chociaz pewnie nie bede pamietac tak dobrze.

caluje!
:*

Wasza polinka

nieudany powrot- napisalam niesamowicie dluga i, co zaskakujace, sensowna notke i oczywiście skasowalam ja przez przypadek.
kurwa. ta notka byla tez bardzo kulturalna- bez zadnych kurew, czuje ze ta nie bedzie:>
od poczatku:
powodow mojego powrotu bylo kilka, napisze o najwazniejszych- od paru miesiecy chodzi mi po glowie pomysl spisywania wszystkich ksiazek ktore przeczytalam jak i tych o ktorych slyszalam ze sa tego warte. na starosc pamiec juz nie ta, a i przez ostatnie pare lat
tych ksiazek sie troche nazbieralo ( 2-5 ksiazek na miesiac, wierzcie mi, to sie moze zaczac mieszac) najczesciej nie potrafie zapamietac tytulu- nawet jesli ksiazka jest dobra tytul bedzie prawdopobnie nieznosnie pretensjonalny, w ogole nie zwiazany z trescia ksiazki i absolutnie nie-do-zapamietania. no coz, taki urok tytulow. nie mam za to problemow z zapamietywaniem autorow, poniewaz jesli trafiam na dobrego staram sie przeczytac wiecej niz jedna z jego ksiazek, w wypadku autorow wybitnych musze przecztac wszystkie
jego ksiazki. wybaczcie ta staroswiecke kursywe- czytalam ostatnio za duzo powiesci wiktorianskich- tam wszystkie pensjonarki popelnialy ten pisarski wystepek:)
dodatkowo do pisania zmotywowala mnie wczorajsza rozmowa z b. rozmawialismy o ksiazkach wlasnie i skarzylam mu sie na moj problem z zapominaniem- b. nie ma tego problemu poniewaz to co przeczyta odklada na polke (tak! ten szalony czlowiek kupuje ksiazki!- ja ksiazki jedynie wypożyczam) niech wiec moj zapomniany blog bedzie moją biblioteczka. moglabym pisac te moje bzdury do zeszytu ale stwierdzilam ze bede dzielic sie nimi z Wami. poza tytulem i krotkim, orientacyjnym opisem ksiazki, bede tez je oceniac.
musze przyznac sie Wam do jednej z moich najgorszych slabosci- jestem niewolnica gwiazdek. za bardzo boje sie ze moglabym przeczytac cos zlego wiec na etapie poszukiwac wole poznac opinie osob madrzejszych ode mnie. na tym tez sie nieraz przejechalam-
jak chocby z ta koszmarna, naprawde koszmarna i niesamowicie powazana jelinek- ale o tym pozniej.
dzisiaj rano doszedl jeszcze jeden powod- moj narzeczony zdaje sie nie rozumiec mojej pasji i wewnetrzego przymusu pożerania niezliczonej ilosci ksiazek- dla niego to strata czasu i nicnierobienie. jest muzykiem, to zupelnie inny swiat, wiec wykazuje zrozumienie dla jego niezrozumienia:>

dzisiaj nie bedzie zadnej recenzyjki, starczy ten przydlugawy wstep na rozruch- podziele sie tylko z Wami jednym moim zabawnym spostrzezeniem- pare tygodni temu zabralam sie powaznie za noblistow i odnosze wrazenie ze jesli chcesz dostac literacka nagrode nobla powinieneś napisac o romansie starszego, kulturalnego wykladowcy (koniecznie uniwersyteckiego!) z mloda-koniecznie atrakcyjna-studentka. nobla masz jak w banku. przeczytajcie- hańbę coetzee i konające zwierzę rotha- dla ulatwienia, oba niedawno zekranizowane – pierwszy z malkovichem , drugi z penelopą. coetzee dostal nobla w 2003, roth jest najpowazniejszym faworytem tegorocznego. jesli go dostanie- moja koncepcja okaze sie trafna. byloby zabawnie gdyby okazalo sie ze szacowna akademia wybiera autorow ktorzy chetnie opisują ich seksualne fantazje. dla takich kulturalnych ludzi jest to taki swoistny redtube:>
no, zobaczymy:)

jutro- toni morrison (tylko skoncze) i zadie smith

caluje!

Wasza polinka

wreszcie.
ale bedzie bardzo chaotycznie bo pije dzis wieczor za duzo bialego wina. a!
ciekawa rzecz zauwazylam. nie potrafie sie upic whisky. ale bialym winem jak najbardziej. od razu:)
zaczynajac od poczatku…
no tak, bylam nad morzem z kroliczkami.
bylo cudownie. oczywiscie.
dlugie spacery , banki mydlane, zamki z piasku, wszystkie te mile rzeczy.duzo, duzo slonca.
i nawet jeden koncert jazzowy. bylam z szyma na spacerze i uslyszelismy jak graja.
wiec zaszlismy. i nawet sie malemu podobalo:)
i pozniej tez tam troche u nich zostalam… ale co ja tu bede pisac.
bylo swietnie, jak zawsze. juz tesknie. uwielbiam tam uciekac.
i uwielbiam uciekac z chlopcami do naszego ulubionego parku z pustym, zarosnietym basenem.
i dowiedzialam sie ze dawno temu stala tam piekna cerkiew. i byl taki maly, uroczy staw.
niewazne.
idac dalej… no tak, poczulam sie prawie jak w death proofie kiedy wracalysmy z g. do z. po imprezie u a.
z otwartym dachem. boze, ale wialo…:)
noce sa juz zimne.
lato sie skonczylo. zaraz jesien i zaraz zima. nawet nie chce o tym myslec.
no i studia.
boze, to juz zaraz.
po raz 100 w te wakacje zmieniam biblioteke.
tylko po to zeby przekonac sie ze w tej nowej tez nie ma juz nic  co mogloby mnie interesowac.
przejebane.
kurwa, tak czytam teraz na gronie ze mam miec wf na studiach.
ja pierdole, ciekawe czy znajde to zaswiadczenie ze nie bardzo… co ten moj ulubiony doktorek tam wymyslil..?
nie pamietam. pewnie jakas niewydolnosc oddechowa.
uznaje i uprawiam jeden sport ale nie sadze zeby go uznawali na uksw..:>

chyba skoncze na dzisiaj.
dzisiaj po prostu jakos nie ogarniam.
chce tylko wypic do konca to wino isc zapalic i nie myslec o niczym.
boze, o niczym!

czy ja juz czuje jesien?
nie moze byc.

no jest niepokoj taki jakis.
ale zabije go, spoko.

kochajcie sie misie:)

(dziekuje panu G. za mily poranek i za filmy rowniez:)

no i jestem studentka. miejsce 14/125 na kulturoznawstwo uksw, 25 na 40 na historii sztuki na uksw rowniez i 78 na 120 na kulturoznawstwie europy srodkowo wschodniej na uw… na zwykle kulturoznawstwo na uw jeszcze czekam.
troche w kropce bylam, przyznam. to nie sa latwe wybory:)
w ogole to zgubilam portfel kiedy kupowalam tiul dla elfa. ale odzyskalam go!
jak to dobrze ze sa jeszcze na tym swiecie ludzie bardziej uczciwi ode mnie:)
jest straszliwie goraco. i straszliwie komary gryza.
zwariowac mozna.
w patefonie wmontowali telewizor. niesamowite jak dobrze sie im powodzi:>

generalnie zaraz jade na sesje z dwiema uroczymi dziewczynkami, wiec nie bede sie
za bardzo rozpisywac…
ale ladne mam sny ostatnio. bardzo ladne. az szkoda ze tylko sny.
nie, wcale nie o nim. ani o nim! o innych:) nowych:) tez tych ktorych jeszcze nie poznalam…

no, kochajcie sie.
dziekuje pani g. za uroczy wieczor:*

… generalnie tym wlasnie mialam sie pochwalic. no. jestem juz dyplomowana!:) mozecie byc dumni.
kurwa.
nie moge zebrac mysli. czemu zawsze zagaduja mnie o takiej pojebanej porze?
i to zeby jeden jeszcze. nie kurwa, wszyscy naraz:>
a!
no wlasnie. za kazdym razem kiedy wyjde na balkon w nocy i uswiadomie sobie ze nie mam juz fajek
i w ogole ani grama nikotyny w domu, ani nigdzie w poblizu bo wszystkie sklepy na wsi( cale dwa) sa zamnkniete…
zawsze w takich chwilach powtarzam sobie ze to ostatni kurwa raz… i co? ni chuja. nigdy sie naucze.
moja glupota jest porazajaca wrecz.
bo np.
przeszlam sie wczoraj z mery do biblioteki wreszcie. i taka zadowolona daje tej suce( strasznie mamy nieprzyjemne
te bibliotekarki tam niestety.. az sie chce zostac wtornym analfabera, serio!) no wiec daje jej te ksiazki ona je oglada z kazdej strony ja dalej sie usmiecham, bo w koncu oddalam, wiec jestem spoko i fajna i w ogole, a ona z mega wkurwem na twarzy bez slowa mi je oddaje. w ogole nie zrozumialam o co jej chodzi. pomyslalam na poczatku ze to moze jakis wyjatkowo zlosliwy okres jej sie na mozg rzucil czy cos…dopiero mery uswiadomila mnie ze dalam jej ksiazki z drugiej biblioteki.
wiec pojechalam do drugiej. a w drugiej nieco milszy pan najpierw bardzo bacznie mi sie przygladal a pozniej spytal
z czarujacym usmiechem na czyje konto pozyczam ksiazki… wiec musialam sie przyznac ze nie na swoje i obiecac ze wyrobie
sobie karte ale nie dzisiaj bo sie spiesze. czlowiek chce sobie normalnie cos poczytac, a takie mu klody pod nogi rzucaja normalnie.
no ale pozyczylam. pan fitzgerald bardzo bardzo daje rade. i powoli dochodze do wniosku ze opowiadania sa chyba moja ulubiona forma…krotko, tresciwie, tak jak lubie.

a jutro do dzieci.
chrzcimy najmlodszego kroliczka.
wiec chyba musze juz lulac
dzisiaj bez fajka
eh.

kochajcie sie misie!
(ja nadrobie jak wroce:**)

nawet juz wczoraj cos napisalam ale sie oczywiscie wzielo i skasowalo. hajni byl cudny. dorobilam sie na niej calkiem ladnej chrypki.
dzisiaj jest juz troche mniejsza. ale bylo cudnie. ziemia czarownic to miejsce cudow, gdzie mozna do rana tanczyc w cpalni nie czujac zmeczenia( bez cpania, nawet bedac juz trzezwa) . no i rozdaja unimile w dodatku. pan g sie ucieszyl:> a missi nadal ma najcudowniejsze nadgarstki na swiecie. i bardzo sie ciesze na kolejne spotkanie, juz niedlugo, na spokojnie:*
zreszta wszystko bylo niesamowite, naprawde. orgazm byl, wielokrotny nawet, na basementach. i tylko to by wystarczylo zebym byla 100% kontenta z wyjazdu, ale bylo przeciez duzo innych swietnych koncertow, spotkan, usmiechow i wszystkiego. a! wiedzialam zawsze ze predzej czy pozniej osobiscie poznam ludzi o ktorych pisalam wypracowania na maturze z hs… tak, endo byla bardzo mila:>
a nasz pan gospodarz byl przemily tez i dopiero ostatniego dnia odkrylysmy z p. tajemnice jego zyciowego optymizmu…pił juz od rana:> widzicie, to takie proste…:)
dzisiaj na spokojnie, caly dzien z malym. i apokalipso. wrocilam do tego, tak zupelnie inaczej sie to czuje
teraz niz te pare lat temu. i bardzo piekny fragment o rajskich ogrodach.
i dochodze downiosku ze to cudownie ze tez mam taki swoj maly prywatny kawalek takiego ogrodu.
i ze zawsze moge do niego wrocic. nawet jesli czasem przypomina cpunska meline. i tak jest dobrze.
biala sophia i burza… moze kiedys bede miala to szczescie i bedzie mi dane wejsc glebiej do rajskiego ogrodu.
i miec wiecej i mocniej.
ale na razie jestem bardzo spokojna. i bardzo szczesliwa.
moja skora pachnie sloncem, znaczy ze jest dobrze.
a ostry w tym roku nie wyciagnal renatki ale caly czas powtarzal jak kocha swoja zone i synka.
i wcale nie bylam zazdrosna:) to bylo przeurocze.
dziekuje p. za cudowny wyjazd. i panu a. bo gdyby nie on, nie moglby dojsc do skutku.
nie moge sie doczekac przyszlego roku:)

kochajcie sie misie tak mocno jak ja( w te upalne noce)
bossssko!
:)

(przepraszam ze ta kolejna dawke bezsensow:)

po raz drugi juz (wyjątkowo!) w tym roku zmuszona byłam kupić bandaze i latac z zabandazowanymi stopkami po miescie.
do tego jeszcze rozwalilam sobie duzy palec u nogi o jakis wyjatkowo zlosliwy kamiec i bardzo bardzo krwawo sie to dla mnie skonczylo. kto by pomyslal ze w takim palcu jest tyle krwi..? a. no i padalo, wreszcie! wody po kolana, wiec zmoczylam bandaze tez.
oczywiscie. musialam wejsc w najwieksze kaluze. ale przed ta ulewa bylo oczywiscie przekurewsko goraco. i bardzo dobrze sprawdzil sie moj wypasiony wachlarz z czarnych pior. robil furore w przegrzanych autobusach az nawet musialam jednej pani go na chwile uzyczyc bo byla bardzo ciekawa czy duzo daje takie wachlowanie sie. duzo daje:) i do tego jakie jest efektowne..:>
zabawna rzecz, kolejny raz wrocilam na bemowo. i tak sobie jadac na nie dzisiaj wspominalam te zeszle wakacje. z hemem, bukowskim , biała sophia ze spritem. to dobre wspomnienia. zawsze zostaja tylko dobre w koncu:) ale idziemy oczywiscie dalej, zostawiajac przeszlosc daleko wiec dzisiaj pojechalam znowu pare przystankow dalej i uczylam sie farbowac wlosy. oczywiscie nie wyszlo tak jak powinno, bo zamiast calych wlosow pofarbowalam sobie przede wszystkim spodnie ale staralam sie, naprawde!;) nastepnym razem na pewno pojdzie mi lepiej.
generalnie pomyslami na sesje jestem zajebiscie podjarana, pani p. jeszcze bardziej. bardzo bardzo kontenta jestem
z takiego obrotu spraw i w ogole pieknie jest ,no.

i jestem naprawde zazenowana poziomem tych moich notek wypluwanych coraz czesciej.
naprawde powinnam przestac juz pisac bo nigdy z tego nie wychodzi nic a nic dobrego.
i wiem ze to czytacie. dzieki bogu jestescie na tyle milosierni ze tego nie komentujecie.
ale czytacie. wiem ze was oczy bola, tak jak mnie od czytania tego.
wiec koncze. fajeczka i lulu.
kochajcie sie misie! lato sie zaczelo:)


  • RSS